CategorySport

Las Colinas/Dallas, Irving/ 2025

Judo President Cup 2025 – czyli lecimy do Teksasu Najpierw oczywiście ponad 9 godzin Lot – em, na JFK i już jest niespodzianka…hahhaaa…piękny terminal…ojjj pomyliłem się to Terminal LGD, a ja ląduję na JFK czyli tutaj – wszystko w remoncie i nikt nic nie wie, internet kończy się za tymi szklanymi drzwiami.              

Nashville, Chicago, Atlanta, Rzym, Paryż 2024

Rok 2024 – niestety wybitnie niefortunny. Starty w Stanach praktycznie tydzień po tygodniu. Kwiecień i maj  to z samolotu na samolot i z powrotem do Nowgo Jorku. Treningi do czwartuku i z powrotem na samolot. Drugie miejsce w Chicago nie zagwarantowało punktów do Mistrzostw Świata. Niestety nie udało się uzbierać punktów na Mistrzostwa Świata w Californi na 30 maja. Kontuzja w ostatniej walce A miało być tak pięknie „Błękitna Piramida”…eee….Hotel zarezerwowany w Long Beach i …. wracamy na operację do kraju. A swoją drogą znowu powraca „karma” – zawsze po jakimś czasie tam gdzie byliśmy coś się działo – teraz pożary w Los Angeles?? To przesądy?? Lecimy do Rzymu – szlakiem wspomnień z ubiegłego wieku. Czyli mecze Polska, Austria, Włochy i Japonia z 1978  roku. Rzym 2024 – w tle ostrzeżenie dla współczesnych Artur musi miec operację na rekę bo kontuzja okaząła się bardzo poważna. Ja lecę na Igrzyska – niestety pełna porazka i klęska naszych reprezentantów. Paryż – sierpień 2024 Patrząc na sposób przygotowania naszej Kadry to nie należało sie spodziewać sukcesów. Zawodnicy jednak dali z siebie wszystko. Samo serce do walki to jednak za mało. Reszta tekstu później.

Dallas Open & President Cup 2023

                Ridgewood, Green Point i New Jersey TvB Sport prosto z Dallas/Irving: https://bydgoszcz.tvp.pl/74283736/sport-22112023 Lecimy do Dallas/Irving ale najpierw kilka treningów u Wojtka w Nowym Jorku. Linia Air Belgium pod auspicjami Lotu, ale dużo tańsza. Razem lecą Izraelczycy – ortodoksi , młode chłopaki, wszyscy w czarnych płaszczach, czarnych  kapeluszach i w pejsach. Ale poczas lotu cisza i skupienie = czytają Torę. Artur ma gorzej siedzi koło …mieszkanki „wschodu” i cierpi jego nos…hmmm trudno. Idziemy na koniec samolotu pogadać ze stewardesami – fajne dziewczyny jedna Polka druga chyba Belgijka /black/. Koło nich stoi jakiś gościu „ze wschodu”, słabo wygląda i cos do nich gada. Belgijka zagaduje do mnie bym pomógł…na szczęście znam rosyjski. Po prostu źle znosi lot…hmmm…ale trzeźwy                    Już tylko 9 godzin i na miejscu – transport czeka i po chwili /30 minut jazdy/ jesteśmy na Ridgewood. Jest bardzo ładnie bo na drzewach są jeszcze liście , a na dworze +18 stopni. Trenujemy 3 dni, głównie akcenty szybkościowe – techniczne i lecimy do Dallas. Lot do Dallas – czyli czy można się spóźnić na samolot opóźniony o 3 godziny? Nam się prawie udało Janek zawozi nas na lotnisko EWR w New Jersey – mamy jeszcze czas bo lot o 9-tej, a jest dopiero 7.30. Idziemy się odprawić i drukujemy bilety…a tu niespodzianka. Ogłaszają 3 godziny opóźnienia, no to mamy 4,5 godziny do spędzenia na lotnisku. Najpierw coś do zjedzenia , a później kładziemy się w fotelach, a nasz lot co chwilę przenoszą G10, G11, G09…itp, ale to obok a my mamy czas…25 minut do odlotu idziemy w kierunku G9 i trochę się dziwimy bo pusto – ale cieszymy się….lecimy sami można będzie się położyć bo to 4 godziny lotu. Oczywiście nie usłyszeliśmy „last call” – samolot już pełny i za chwilę by zamknęli nam drzwi przed nosem. Uffff….niezły początek. Dolatujemy bez przeszkód – transport z lotniska ..hehhe mamy promocję na LYFTA na telefonie /każdy każdego/ 30 km – 3 dolary tak można jeździć w Texasie Nasz hotel całkiem falny chociaż lezy pod autostradą / sami Hindusi/       ” Dallas Open” Walczymy i trzeba się przyłożyć bo w zeszłym roku, prosto z samolotu nie poszło – było dopiero 7 miejsce. A warto bo są wyraźne finanse. W trzeciej walce Artur ma Gruzina z którym w zeszłym roku przegrał.     Idzie dobrze 4 walki wygrane, chociaż niestety finał przegrany. Czyli SREBRO. Po walkach jedziemy „zwiedzić” Texas. Taylor zabiera nas typową amerykańską furą.  Jedziemy do Fort Worth Stockyards – do wioski kowbojskiej –  tej prawdziwej, gdzie wszystko jest prawdziwe począwszy od chodników i krawężników, poprzez zagrody, potęzne byki stojące przy ulicach itp…   Siadamy na widowni, ale Rhonda i Taylor widzą, że nowi…pytają skąd jesteśmy odpowiadamy, że z Polski i zapraszamy do Irving na jutro – na zawody, jesteśmy reprezentacją Polski w Judo. Pytają co maja dla nas zagrać …i tu niespodzianka odpowiadamy, że „Country Road” – i burza oklasków z widowni i ze sceny …skąd znamy amerykańskie country – śpiewamy razem z nimi a publiczność klaszcze Później też mogliśmy razem dalej śpiewać,  Rhonda zapraszała na scenę – ale czas było się pożegnać…jutro od rana walki. Świetna dziewczyna o wspaniałym urzekającym, country głosie. Aaa..jeszcze jedno – kapelusze kowbojskie zaczynają się od 120 dolców, żadnej chińskiej podróby, dookoła wszyscy z bronią przy nodze i dużo facetów na koniach „President Cup” Zawody od 10 – tej, może to i dobrze bo nie wracamy już do hotelu tylko po walkach jedzenie i na lotnisko. Idzie dobrze 5 walk wygranych /chociaż jedna przez pomyłkę bo Artur miał walczyć z kimś innym/ i finał. Ryszard Pujszo i Artur Pujszo Ale coś we finale coś znowu nie gra – SREBRO. Jedziemy coś zjeść zawody już za nami – mogło być lepiej ale w zeszłym roku było gorzej więc chyba jest ok. Knajpa już w nazwie ma „stek” czyli chyba dobrze zjemy – a nad nią „kolejka” samolotów….wygląda jakby wisiały w powietrzu czekając w kolejce na lądowanie. Odwozi nas oczywiście Taylor – nowy nabytek Wojtka w wadze lekkiej. Taylor jest z Texasu, ale będzie reprezentował Nowy York. Auto jak pół domu, ale za to bez osłon…nawet chłodnicy, pytamy czy można zostawić nasze […]

America Judo US Open 2023

Tu trenujemy Martial Arts Academy in NY. /lipiec 2023/ Ale najpierw Nowy York. Lot opóźniony 3 godziny czyli powinni zwracać część kasy. Pilot podobno wyrobił się do 2.55, ale wszystko jest nagrane do momentu otwarcia drzwi od samolotu /a nie samego lądowania/. Jest sporo czasu na ostatnią część przygotowań do zawodów. Zawody są podobnie jak w ubiegłym roku  w Fort Lauderdale – czyli na Florydę trzeba będzie dolecieć. Zgłoszonych jest ponad 2 tysiące zawodników. Będzie z kim walczyć w +100 tce i oczywiście w „Open”. Praktycznie od jutra treningi w MAA na Brooklynie – hhee czyli u Wojtka. Startuje jeszcze Krylo w kategorii do 100 kg – trenujemy razem. Walki mamy 30-tego lipca i lecimy na dzień przed, inaczej jak w zeszłym roku  kiedy trenowaliśmy tydzień w Miami Beach – co raczej było hmm….ciekawe /o tym innym razem/ Lecimy na Florydę: To znaczy tak nam się wydaje – siedzimy w samolocie, pasy zapięte, kołujemy i…….nic się nie dzieje 3 godziny. Po tym czasie dowiadujemy się że wszystkie loty na Florydę zostały odwołane /jakiś huragan, a to przecież Trójkąt Bermudzki/ i wychodzimy z samolotu tzn. my i z nami setka ludzi / tylko my nie klniemy i myślimy co robić/. Znajdujemy połączenie od strony lądu z Filadelfii – ok 100 km od nas ale co robić – wynajmujemy auto i walimy do Filadelfii. Jak widzicie na dworze leje, wpadamy na lotnisko w ostatniej chwili, … i czekamy….czekamy, /też 3 godziny/ wreszcie startujemy i przed nami „tylko” 3 godziny lotu bezpośrednio do Fort Lauderdale. Lot to koszmar, trzęsie , rzuca mijają kolejne godziny a my ciągle w powietrzu, wreszcie lądujemy – chyba na resztkach paliwa bo lot ponad 5 godzin. Za 4 godziny Krylo ma pierwsza walkę – bierzemy taxi na halę. Hala już pełna zawodników – rozgrzewka, waga Artur   kładzie się spać na macie do rozgrzewki. Pierwsza walka za ok. 5 godzin. Czas walczyć Najpierw + 100 kg – losowanie może być, w trzeciej walce mam trudnego gościa, w drugiej połówce jest Kubańczyk z „Grand Slamu”, ale z nim to ewentualny finał. Pierwsze dwie walki poszły, ale niewyspanie trochę tłumi. Trzecia niestety w plecy /choć były momenty na skończenie gościa, ale zmęczenie wylazło – trzeba się skoncentrować na repasażu. Kurde wszystko wygrane i brązowy medal, a ten z którym Artur przegrał …bez medalu. Krylo wygrywa swoją wagę do 100 kg.   W „Open” wszystkie wygrane i złoto. Kondycja Arturowi  jakoś wróciła. Wracamy wykończeni ale to nie koniec przygód……. Okazuje się , że mamy za dużo bagażu podręcznego i „baba” chce 100 dolców za nadbagaż nierejestrowy. Ale od czego pomysłowość ubieramy wszystko na siebie / spodnie na to dresy, na to kimono/ – Artur wchodzi na lotnisko w kimonie z medalami – nikt się nie czepia…nie dziwi..lot już normalny. W Nowym Yorku  Treningi na siłowni, na macie i na ergometrze /oczywiście kontrola RP działa heheheh/ Ciężar niezbyt wielki 120 – ale po zawodach relaks       ale w NY są eleganckie kluby – można odwiedzić..popatrzeć… Deelancy na Manhattanie i niedługo trzeba wracać. Achaaaa…..jeszcze tylko…./dzisiaj mało ludzi ale jest wcześnie/ szachy na Union Square /nowy przeciwnik/ … i dopiero wtedy można wracać  

America World Cup 2023

Puchar Świata w Brazylijskim Jiu Jitsu / Morristown kwiecień 2023/ Wylot trochę wcześniej by mieć czas na aklimatyzację. Zawody 29 kwietnia w Mennen Sports Arena w Morristown. Morristown to niedaleko Nowego Yorku i dojazd samochodem spoko – nie trzeba pchać się na samolot. Zresztą samoloty podrożały jak cholera i do Stanów też z przesiadkami i „prawie bez bagażu”. Cały sprzęt sportowy Wojtek załatwia na miejscu. Jedziemy rano bo start jest przewidziany w kimonie i bez kimona. Czyli z walki na walkę. Ale trener/ojciec podobno wszystko obliczył,,,hehhee/. Podobno też zgłoszonych jest ponad 2 tysiące ludzi. Hala  – to głównie hokejowa ale mat rozłożonych jest 12. Najpierw bez kimon: Idzie dobrze – wszystko wygrane chociaż czasami trzeba było odrabiać i ryzykować. W kimonie: Pierwsza walka z doświadczonym zawodnikiem, ale jest to niejako dodatkowa bo facet dopisał się w ostatniej chwili. Znam go z Luksemburga z ….2019 roku. Poszło spokojnie – dźwignia. Druga walka – Ojciec podaje szczegóły techniczne i taktykę. Mówi, że będzie to najtrudniejsza walka. Facet tylko 90 kg ale klasyczny Jiu Jitseiro czyli człowiek-guma. Wgrana na punkty – ale ciężko Jeszcze tylko 2 walki i finał….hehehheee Poszło dobrze – drugi złoty !! 7 walk wygranych czyli treneiro chyba dobrze mnie obliczył. Od jutra/pojutrza normalne treningi w New Jersey i Filadelfii, ale……..szachy na Union Square też hehheee                         Teraz jest już sporo stolików, chyba 7 po prawej i z 10 po lewej, ale się jeszcze rozkręci latem „Stary” rywal, ale tym razem nikt nas nie „śledzi”  z Outletu i  „Nowy” rywal – jak widać na wykwintnym stoliku gramy Trening w Filadelfii na zaproszenie. Za chwilę wspomnienia…………..

America Cup 2022 – w cieniu wojny

Początek – czyli  Wojciech Szuliński Martial Arts Academy Rok 2021 był pechowy.. Pod koniec maja lecimy na Cypr – Artur i Mateusz na Mistrzostwa Europy w Sambo. Artur wcześniej debiutował na Mistrzostwach Świata, ale Mateusz bez doświadczenia w Sambo. Start niestety z kontuzją, operacja kolana i przerwa do końca roku. Dobre było tylko to, że załapaliśmy sponsora – AGROCHEM – dzięki…..Co dalej?? Mieliśmy razem z Mateuszem w grudniu na Święta lecieć do Kazachstanu na Puchar Świata w ADCC. Na szczęście zostaliśmy w domu – zamieszki i wojsko na ulicach, ale kasa przepadła. Pomysł na Stany Artur z rodzinką wylatuje w grudniu do Stanów. Będzie trenował i prowadził zajęcia z Judo i Sambo w Nowym Yorku i New Jersey, a jak noga pozwoli to kontrolny start w Filadelfii.  Paula ma staż na Broadwayu,  a Jasiu będzie się uczył życia w sportowej rodzinie na walizkach…hehhe My z Gośką mamy dolecieć „za chwilkę” – kurde jak szybko zleciały te 3 lata. Byłem w Stanach w 2019 – tym na America Cup…. Sentymenty…i tyle. Wylatujemy z Gośką tym razem bez przesiadki i „zaledwie” po 9 godzinach JFK. Artur odbiera nas super bryką – Wojtek poleciał do Polski i zostawił auto na tydzień. Jesteśmy wykończeni ale ok….. Waszyngton czyli cień wojny po raz pierwszy Nie ma czasu na odpoczynek – następnego dnia rano wyjazd do Waszyngtonu (Ania z mężem zapraszali). Jedziemy wszyscy razem z Jasiem, 280 mil, droga często 2×6, ale korki jak cholera. Przejeżdżamy przez tunel Lincolna – jak 3 lata temu do Albany – takie dziwactwo, że w jedną stronę bulisz 18 dolców, a w drugą nie. Witają nas serdecznie, mówią, że tu jest bezpiecznie…początkowo nie zwracamy uwagi o co chodzi z tym bezpieczeństwem – dopiero po 24 lutego rozumiemy co mieli na myśli. Mamy farta, bo w poniedziałek są urodziny Waszyngtona i w całych Stanach wolne…hheheee Zwiedzamy.               Na razie spacerujemy z Jasiem – już  dorosłym 2-latkiem. „Dorosłość” Jasia ujawnia się wyraźnie…szczególnie przy zakupie biletu lotniczego. Brooklyn, czyli cień wojny po raz drugi  Z Waszyngtonu wracamy do NY na 68-mą. Jest nawet fajnie bo metro nie jeździ na wysokości naszego pokoju…hehe. Trenujemy niedaleko, można z buta, na siłownię również blisko. Kurde siłownia wielka  – chyba z pół hektara,…i załapaliśmy się na promocję. Ja prowadzę u Wojtka 2 grupy za Artura, on jeździ też do New Jersey. Start w Filadelfii przybliża się to trenujemy. TV raczej nie oglądamy – Nie mamy wykupionych polskich kanałów ( bo i po co) Siedzę po treningu, bezmyślnie oglądam CNN i ….aż uszom nie wierzę?? Wojna ! –  ruscy napadli na Ukrainę, Gośka też nie wierzy przerzucamy stacje, ale wszystkie nadają to samo. W nocy wpada Artur – wojna co robimy?? Teraz dopiero dotarły do nas słowa z Waszyngtonu…kurde wiedzieli co się święci. Ustalamy, że wycofujemy się z zawodów i jedziemy na manifestację solidarności na Times Square (w sobotę), a później na drugą stronę nad East River. Co robić dalej??? Widok wieczorem na Manhattan z drugiej strony East River – wieżowce w barwach Ukrainy. Tak sobie myślę, że chyba coś w Karmie nie gra – jak byłem w 2019 we wrześniu, to po chwili zaczęły się zamieszki ( BLM )- Black Lives Matter…… a teraz wojna. Fatum jakieś? Long Island czyli chwila ciszy Wraca Wojtek, ale nic więcej od nas nie wie. Ustalamy, że skoro nie startujemy w Filadelfii to możemy przenieść się do niego na Long Island i zobaczyć jak się sytuacja rozwinie. Wojtek ma tam fajną typowo amerykańską chatę…jedziemy z Gośką, Artur, Paula i Jasiu dojadą.Rzeczywiście cisza, ocean i wiatr jak cholera. Wojtek ma polskie kanały więc oglądamy przerażające obrazy z Ukrainy. Robimy wycieczki, ja dojeżdżam na treningi do Nowego Yorku – kurde 15 dolców w jedną stronę, ale jest rzeczywiście spokojnie, można ułożyć dalsze plany. Według mnie wyrzucą rusków z całego sportu więc z Sambo też. W naszej sekcji Sambo ćwiczą sami Ukraińcy, nie wiem czy zostali w Polsce, czy wyjechali. Należy chyba na razie nastawić się tylko na Mistrzostwa Polski Śmiać nam się chciało jak zobaczyliśmy, że ludzie jadą nad ocean i nie wysiadając z auta – podziwiają zdalnie   hehee…Gosia cała zawinięta bo wieje jak cholera i z tyłu jakies ptaszyska?                     […]

America Cup – wrzesień 2019

  Drodzy Przyjaciele: Ten tekst nie miał się nigdy ukazać, ze względu na wątki osobiste. „Moje” Wojowniczki z BJJ którym go pokazałem zabroniły mi dokonywać wszelkich korekt bo twierdziły, że zmarnuję klimat. Jednak ze względu na ostatnie wydarzenia w Stanach postanowiłem podzielić się z Wami moim spotkaniem z „rasizmem” i właśnie Wam pozostawiam do rozstrzygnięcia pytanie „Kto dzisiaj chce podpalić Amerykę?”  05 sierpnia 2019 Rozstajemy się z Arturem w Zagrzebiu – ja z Gosią wracamy autem do Polski, Artur jedzie autobusem na obóz do Zakopanego i umawiamy się, że dojadę do Bańskiej Bystrzycy na Puchar Europy w judo. W Bańskiej Artur jest 3-ci, jest trochę przyduszony po obozie , ale to nie szkodzi. Cel jest za oceanem. Wracam do Bydzi, Artur jedzie autobusem do Luksemburga na Puchar Europy w BJJ – przeciwnicy są znani,  ja nie jestem potrzebny, a musze wracać. Umawiamy się na wrzesień w Paryżu skąd mamy lecieć  na America Cup do Nowego Yorku.   Paryż – wrzesień 2019 Przylatuję do Paryża na początku września i odwiedzam „stare  śmieci” czyli hotel na Saint-Jacques  /PLM zostało już dawno wchłonięte/. Nocowałem w nim kiedyś często…ostatnio w 1978 na Mistrzostwach Europy. Pamiętam, że fajna babka – Beata pracowała tam na recepcji i zawsze miało się zniżkę co „za komuny” było sprawą gardłową. Wtedy zaraz po Mistrzostwach Europy Beata wyszła za mąż za Teddiego K. /polonus/, pożegnała się z nami i wyjechała do Stanów do Santa Monica w Californii. Pamiętam  jak wieczorem, przed turniejem, gdy nie mieliśmy gdzie potrenować /przysłowiowa gościnność „Francoze”/,  to pojechaliśmy sami na stadion PSG /Paris Saint Germain/ w dresach reprezentacji Polski. Oczywiście cieć nas wpuścił – pewnie wziął  za piłkarzy. Przybiegł jakiś arabski smarkacz i przyniósł nam w siatce profesjonalne piłki.. heee. Oczywiście by nie było zadymy wzięliśmy te piłki i zaczęliśmy „trenować” – chociaż głównie chodziło nam o sprinty zwinnościowe przed walkami. Żeby było weselej to po chwili zaczęło się schodzić pełno kiboli bo treningi na PSG były otwarte i prosić nas o autografy, które oczywiście rozdawaliśmy.. heee  – szybko minęło. Artur mieszka po drugiej stronie Sekwany i dzwoni, że czeka na mnie w parku Jardins de la porte de Saint-Cloud, blisko hali Coubertina, mówi, że  podobno tam zawsze walczyłem ?? Kurde….ode mnie to z 15 km /40 minut/,  ale jadę.. o co mu chodzi – tajemniczy jak potwór z Loch Ness. Przyjeżdżam i na szczęście znajduję go w parku /mały, ale ładny/ Artur uśmiecha się tajemniczo i mówi „znajdź tę ławkę” – jaką ławkę do cholery?? Bez słowa pokazuje mi na telefonie fotkę i…aż  mnie zatyka…łza się w oku kręci – moja zagubiona fotka z Mistrzostw Europy w 1978 roku. Teraz sobie przypominam, jak w przerwie, przed walkami o brązowy medal poszliśmy z hali do parku i tu, gdzieś na ławce cała reprezentacja, Polski zrobiła sobie fotkę. A teraz?? minęło przecież 41 lat – chodzimy po parku i za cholerę nie mogę sobie nic przypomnieć. Żeby było śmieszniej gdy patrzę na fotkę to za nami jest takie niewysokie ogrodzenie z siatki…heee. . teraz jest takie samo, ale reszta inna, drzewa pewnie porosły albo wycięli? Stajemy przy podobnej ławeczce, z tyłu płotek i robimy sobie fotkę – zobaczysz mówię już niedługo /41 lat to jak mrugnięcie okiem/, a Twój syn /Jasiu już niedługo/, też będzie Ciebie pytał,  która to była ławka. Wtedy wygraliśmy …a  teraz w Stanach?  – zobaczymy jak będzie. Pojutrze  rano wylatujemy z Arturem na podbój Ameryki…hehee. Lecimy przez Montreal byłem tam w 1976, z długim postojem. Tak sobie myślę czy może odezwać się do Leszka w Calgary? Leszek M. był w kadrze narodowej w judo /do 86kg./ wiele lat – wyjechał w stanie wojennym, a jego żona Elka grała w piłkę ręczną /AZS AWFiS Gdańsk/ przeciw mojej Gosi /Pogoń Szczecin/….ale chyba mało czasu. Nowy York wita czyli każdy może być milionerem  Lecimy…. – lądujemy w Newark,  pociągiem walimy do Penn i „z buta” na Manhattan – kurde robi wrażenie. Hotel Millenium też – pionowe ściany pukają ci w głowę, do Time Square mamy parędziesiąt metrów i….zaczyna się na wesoło. Podchodzi Boy – oczywiście w żołnierskiej czapce, Artur idzie w dresie i go nie widzi wchodzi sam z torbą, a mnie Boy chce pomóc i… wysypały się drobiazgi na chodnik Zbieramy razem, ale to chwile […]

Amsterdam 2019

  Mistrzostwa Europy w BJJ – Amsterdam 2019 Po powrocie z Pucharu Ameryki /Artur wrócił dopiero pod koniec października/ przygotowania do Dallas – układamy mikrocykl,  tak by 5 grudnia już być z powrotem w Stanach. Na Mistrzostwa Polski do Katowic jedziemy „z marszu” – czyli bez przygotowania szybkościowego i zobaczymy jak dalej, bo za tydzień Amsterdam, a nie wiemy czy szkoleniowo opłaca się ten start czy odpuścić?? Żeby było śmieszniej Natalia robi wynik w teście zwinnościowym o 0,01 s. lepszy niż Artur i jest dumna z tego !! Ale Natti zrobiła srebro w Katowicach, a Artur „tylko” brąz. Na szczęście nie potrafi zsynchronizować tych 2 filmików z testu i wrzucić na FB – ale było by wesoło. Bravo. Połowa listopada 2019 – postanowiliśmy jednak, że przed Mistrzostwami Świata w Dallas wystartujemy kontrolnie w Mistrzostwach Europy  w Amsterdamie. Jedziemy. Dzień pierwszy Wylatujemy z Gdańska przez Kopenhagę, gdzie siedzimy 1,5 godziny. Po zmroku lądujemy w Amsterdamie i jedziemy do hotelu. JAZ to ekskluzywny hotel blisko centrum. Koło nas stadion Ajaxu i Amsterdam Arena, ale do naszej hali Sportstad Amstelveen  to kawał drogi – prawie obrzeża, ale za to ładnie. Tylko, że rano trzeba się wcześnie zerwać??…nie .. nie Artur ma walki dopiero po południu.  Dzień drugi Rano idziemy na spacer, ale krótki bo pada, wracamy pojeździć na ergometrach w hotelu i coś zjeść bo ponowna okazja będzie dopiero wieczorem. Jedziemy na naszą halę wczesnym popołudniem, najpierw lekka rozgrzewka i  rozciąganie, później parę razy wejście na wysokie tętna i spokój. Losowanie znamy – przeciwnicy namierzeni – czekamy. Artur staruje bez kimona i w kimonie, zobaczymy jak pójdzie. Idzie dobrze – 2 złote medale, pasy NAGA, gratulacje, podchodzi Polonia mieszkająca w Amsterdamie zapraszają na bankiet-meeting po ceremonii…jest  fajnie, tak wzniośle…. Gdy wychodzimy z Arturem z hali jest już ciemno. Zmęczenie potworne po 40 minutach walki, droga do hotelu dłuży się niemiłosiernie. Docieramy na spóźnioną kolację ledwo stoimy na nogach, lecz zmęczenie nie pozwala zasnąć. Wychodzimy……idziemy do centrum Amsterdamu,  jak w ubiegłym roku. Powracają wspomnienia gdy zaczynaliśmy drugie półrocze startów z jednym wielkim planem – Mistrzostwa Świata w Dallas. Nieprzerwane pasmo ciężkiej pracy i stopniowych sukcesów od sierpnia: Mistrzostwa Europy w Judo /Zagrzeb/ – 5 miejsce, Puchar Europy w Judo /Bańska Bystrzyca/ – 3 miejsce, Puchar Europy w BJJ /Luksemburg/ – 1 miejsce, Puchar Ameryki BJJ /Nowy York/ – 1 miejsce. Mamy teraz 2 złote medale Mistrzostw Europy, obroniony zeszłoroczny tytuł, 16 walk wygranych i tylko 2 przegrane. Wydaliśmy wprawdzie ostatnie 40 tys. z naszej kasy ale….czy można się smucić? Przed chwilą dotarła do nas wiadomość, że władze Bydgoszczy odmówiły pomocy…nie jedziemy do Dallas. Artur: Pamiętasz jak w Nowym Yorku walczyłem w kimonie z naszywkami Bydgoszczy, jak tłumaczyłem kibolom /szachowym/ na Union Square gdzie jest Bydgoszcz?? Pamiętasz  jak pytali mnie na 48 -mej  w metrze co wygrałem i co to za village ta Bydgoszcz?? Myśleli,  że to zwała i jakiś występ za chwilę będzie – jak  niedawno Aguilera Ryszard: Kiwam tylko głową…bo co mogę powiedzieć? Nie powiemy nikomu w Dallas gdzie leży Bydgoszcz i nikt z Polonii nam nie pogratuluje wspaniałych walk. Chodź mówię,  pokażę ci gdzie ja wygrałem Puchar Świata w Judo – „Dutch Open”  w …..77 roku,….. ubiegłego wieku. Dochodzimy bez słów do centrum Amsterdamu….wokół reggae i dziwny duszący aromat. RP

Zagrzeb 2019

  Zagrzeb 2019 – Akademickie Mistrzostwa Europy w Sportach Walki Stolica Chorwacji coraz bliżej krajobrazy piękne, droga super 11 godzin w aucie już za nami. Dzień pierwszy: Brzydkie odrapane miasto ze śladami marszałka Tito i pozostałościami wojny z lat 90-tych….ale też miasto wspaniałych, życzliwych, uprzejmych i uśmiechniętych ludzi z których prawie każdy mówi po angielsku. Przyjeżdżam z Gosią i Arturem na Akademickie Mistrzostwa Europy w Sportach Walki – co nam przyniosą?? Może tylko o sporcie , bo o wszystkim to zabraknie czasu?? Akredytacja ekip – w kompleksie akademików im. Radica – przyjeżdżamy ok 17-tej, a tam przed akademikiem Armagedon – ok 300 osób i 2 stanowiska, upał prawie 40 stopni i ok 4 godzin stania…hmm co robić? Tak sobie myślę, że może nie jest tak źle teraz, bo zawodników ma być 1,5 tys. więc te 300 osób to tylko przygrywka. Widzimy z Arturem, że jedna ładna „babka” wchodzi i wychodzi z tych biur bez problemu więc mówię do Artura – zagadaj może coś ugramy?? I rzeczywiście Artur zagadał, a „babeczka” mówi – wy jesteście zakwaterowani w domu studenta „Cvjetno” – to najpierw jedźcie tam , zostawcie ciuchy i wracajcie po karty IC i resztę tu załatwicie. Dla nas to, jak zbawienie bo po 12 godzinach w aucie lekko „zdychamy”, ale mój „głos wewnętrzny” ostrzega „Rychu zostaw kogoś na wszelki wypadek w kolejce” – ok. zostawiamy trenera UMK Zbycha Wojtowicza, moją Gosię i jedziemy. „Cvjetna” to akademik, niedaleko rzeki i całkiem fajny, są pokoje 2 osobowe, sale do ćwiczeń z ergometrami i siłownia. Odświeżamy się ale Artur kręci nosem – przed walkami nie pakujemy siły, a maty nie ma, a poza tym to chyba siłownia rehabilitacyjna, albo dla starszych pań, bo nawet dla Twoich studentek to za mało – mówi złośliwie – pomijam to milczeniem. Przed siłownią podchodzi do nas jakiś facet i płynną angielszczyzną pyta czy chcemy poćwiczyć. Ja się wykręcam, a Artur mówi, że my nie lubimy ćwiczyć tylko przyjechaliśmy na Mistrzostwa Europy w Brydżu Sportowym i czy są już ustawione stoliki i napoje? Artur jest w krótkich spodenkach i podkoszulce PitBull – facet patrzy na niego kręci głową i się zmywa. W tym momencie przychodzi sms od trenera UMK, że mamy natychmiast wracać do będziemy zakwaterowani jednak w kompleksie studenckim „Radica” i niedługo nasza kolejka – no więc spadamy. Armagedon przed „Radicem” lekko się powiększył więc to „niedługo” zeszło nam jeszcze ze 3 godziny – Artur i judocy kwateruje się w Radicu, ja z żoną idziemy „na priva”, ale się okazuje blisko „Cvjetna” – po pięknych plantach gdzie biega, jeździ na rowerach i trenuje mnóstwo ludzi, idziemy z żoną o zmroku, robimy fotki na „niebieskim moście – i tak kończymy pierwszy dzień. Jak by spojrzeć z mostu w dół to niedaleko mieszkamy ..po lewej Planty Za mną Slavonska Avenue czy zdążę tam zajrzeć?? Dzień drugi: Od rana upał 40 stopni, ale jakoś trzeba potrenować, – jedyna szansa wieczorem, a przed nami cały dzień – Po śniadaniu „Starówka” ale miałem pisać tylko o sporcie! Zasuwamy więc wczesnym popołudniem po plantach /puste bo upał/ nad sztuczne jezioro w centrum miasta. Tablica „siadła” od upału najpierw wyświetlało się 37 później ponad 40 i padła.  Idziemy wszyscy judo, karate, kickboxing i moja żona. Nad jeziorem zdziwienie – pustki, upał potworny, a tam pusto. Gosia zostaje na plaży, a my „wojownicy” po kąpieli idziemy na rekonesans gdzie to można potrenować, bo do ośrodka gdzie będziemy walczyć – „Dom Sportova” to kawał drogi. Piękne sztuczne „Jarun Lake” – i pusto a na dworze 40 stopni</strong> Dwie ulice dalej na rogu, fajny, mały klub „T…T” – to skrót by nie robić kryptoreklamy Przychodzi facet bardzo miły trener, pyta (ang.), co chcemy… zapisać się?? – wyłuszczamy sprawę facet zaprasza, oprowadza po klubie, mata jest zapaśnicza żółta miękka i wolna jak u nas na „Gwieździe” mówi, że możemy oczywiście potrenować bezpłatnie, ale nikogo rozmiaru Artura teraz nie ma. Podobno mają mistrza Chorwacji w grapplingu, ale mały. Robimy tylko rozgrzewkę parę rzutów, przychodzi nawet sporo chłopaków, ale nikt się nie kwapi do walki. Po 40 minutach spadamy – wspaniały trener, fajny klub, ale amatorszczyzna – może to i lepiej. Zabieram Gosię z plaży i biegiem na otwarcie – hala ROKO /karate/. Otwarcie to znów kosmiczny kontrast – wszystko […]