Judo President Cup 2025 – czyli lecimy do Teksasu Najpierw oczywiście ponad 9 godzin Lot – em, na JFK i już jest niespodzianka…JFK czyli tutaj – wszystko w remoncie i nikt nic nie wie, internet kończy się za tymi szklanymi drzwiami. Terminal 7 w remoncie i patrząc na tempo to jeszcze cały rok z okładem. Ale po drugiej stronie East River już fajniej – nawet po ciemku. Artur z Wojtkiem w końcu mnie odnajdują w podziemiach. No dobra najpierw do hotelu – fajny oczywiście jak na na Nowy Jork bo do naszych hoteli się nie umywa. Jutro trenujemy bo jeszcze mamy czas do wylotu do Dallas. Mamy nagrać filmy z naszych treningów promujące Bydgoszcz. Nastepny dzień Artur prowadzi trening z „maluchami” ale zapomniał wywiesić baner Bydgoszczy…hehee trzeba będzie kręcic od nowa Może fajniej będzie czarno-biało ??? – chociaz baner Bydgoszczy słabiej widoczny Trochę póżniej – lecimy do Dallas Lecimy Frontierą czyli najpierw oczywiście zapowiadają 4 h opóżnienia. Siedzimy, czekamy, po 3 h przychodzi sms – że zapraszają do restauracji z wyżywieniem/ taki voucher/. Wstajemy…ale wrodzona czujność – na tablicy wyświetla się , że jest przyśpieszony boarding. Oczywiście wszyscy rezygnują z vouchera i my też idziemy na boarding / taki „Frontierowy” przypadek/ Boarding oczywiście sie ślimaczy, po przejściu kontroli czekamy w rekawie, bo podobno służby sprawdzają samolot – i tak „miło” mija kolejna godzina oczywiście bez jedzenia. Ale w samolocie jest jeszcze weselej………. szaleje taka „Afro – paniusia” o czarnych włosach /tyłem z tym”kokiem”/ – podobno stewardessa, rzuca rzeczami, pokrzykuje, w końcu ktoś podstawił jej nogę i się …obaliła” i zniknęła…hehehe taki Frontierowy folk. Czyli w Dallas lądujemy po 9 godzinach / 4 opóżnienia, 4 lotu i 1 przesunięcie czasu/. Z lotniska jedziemy do Irving i jest już pięknie – 27 stopni , pełne słońce z tyłu po prawej zewnętrzny basen – ,…a ja w zimowej kurtce!!!! raczej fajnie i do hali kawałeczek – taxi 5 dolców /pociągiem 1,5 dolca. Czas się zweryfikowac i walczyć – jestesmy wykończeni podróżą, ale wokół jest pięknie. Jedziemy na halę pociągiem….. linia to taki pociągo-tramwaj i nie wiadmo czemu jest to linia „pomarańczowa” jak wszystyko jest żółte??….hehhee Na halę przyjeżdżamy na początek – przynajmniej tak sie nam wydaje… kolejka to ok 150 osób, ale idzie sprawnie. Rejestracja oczywiście w Mariocie. Dzień nastepny. Trzeba walczyć – zawodników łącznie prawie 2 tysiące. Idzie róznie, ale negatywny wpływ kontuzji i rocznej przerwy jest niestety widoczny – 3 walki wygrane, 2 przegrane i 5-te miejsce. Do medalu trochę zabrakło, ale „może” być”.Zawody tak rozplanowane, że będa kłopoty z dojazdem do FW-Stockyard, ale może nastepnego dnia pojedziemy do El Paso i Rio Bravo – zobaczymy. Narazie idziemy coś zjeść. Kolejny dzień. Czyli jedziemy do centrum Dallas, później do El Paso i Rio Grande na dworze późne piękne lato nadal 26 stopni – szukamy jakiejś restauracji, i znaleźliśmy „Porta di Roma”, a babka co pracuje ma pochodzenie polskie – jej dziadek walczył w Powstaniu Warszawskim. Coś pięknego. Jeden z najbardziej charakterystycznych widoków w Dallas – czyli Atlas /oczywiście ruchomy /.No i jeszcze JF K. in Memory smutne…. Kolejny dzień. Wracamy do Irving i koło hali jest fajne Centrum /Toyota Music/ dookoła restauracje i pośrodku plac dla dzieci Restauracja w Irving i klasyczne 2% teksańskie piwo /tzw. Halbyard/ , ale jedzenie super typowo miejscowe czyli wołowina. Trzeba dalej jechać, bo do F.W -Stockyard już nie pojedziemy, Rhonda i Taylor mieli występy w sobote i niedzielę …szkoda, po prostu szkoda bo to świetny zespół country. a Rhonda….hmmmm…. cały czas słysze jej głos. Jedziemy bardzo na południe Tym jeszcze nie jechałem,…2 lata temu była taka landara bez osłon, ale ten to wypożycznie 250 dziennie + blokada na karcie -Warehouse Dallas, ale co Corveta to Corveta a do El Paso trzeba jakoś dojechać. Podobno Corveta w trasie pali tylko 4 …..galony Kolejne dni w El Paso i Rio Bravo / czyli dzisiaj w Rio Grande na granicy z Meksykiem opiszemy kiedy indziej – warto…./ Nastepne dni – wracamy do Nowego Jorku. Jesteśmy na Brooklynie u Terry / wróciła z Dominikany z Jasiem..hehehe ja w […]
